Kasia Cerekwicka: Wciąż nie nagrałam płyty mojego życia

Polska poznała ją dzięki „Szansie na sukces”. Dziś o jej udziale w programie pamięta już niewielu, dlaczego? Odpowiedź jest prosta – ze względu na jej ogromny dorobek, którym przypadła do gustu szerokiemu gronu publiczności. Wokal do pozazdroszczenia, teksty własnego autorstwa, muzyka pełna emocji, czyli Kasia Cerekwicka.

Data urodzenia: 17 marca

Miejsce urodzenia: Koszalin

Strona www: www.kasiacerekwicka.pl/

A.W.: Pani kariera rozpoczęła się od programu „Szansa na sukces”. Czy pani zdaniem bez tego wydarzenia miałaby pani drugą okazję do zaistnienia na scenie?

K.C.: Myślę, że gdyby nie wygrana w tym programie, nadal startowałabym w innych tego typu muzycznych formatach, takich jak „Idol” czy „Mam talent”. Zawsze wiedziałam, że będę śpiewać, miałam w sobie determinację i odwagę do tego, żeby podejmować kolejne kroki i iść do przodu. Poza tym lubię wyzwania.

Czy spodziewała się pani wygranej w odcinku finałowym „Szansy na sukces”? Czy już wtedy traktowała to pani jako kolejny krok w kierunku przyszłego zawodu, czy jako zabawę i przygodę?

Wtedy była to dla mnie przede wszystkim przygoda. Przygotowywałam się dwa tygodnie, piosenki śniły mi się nawet w nocy. Nigdy nie zapomnę swojego występu w sali kongresowej w sukience pożyczonej od Elżbiety Skrętkowskiej. Nie miałam wyjścia – musiałam wygrać. Kiedy zobaczyłam tłum zgromadzony w sali, skandujący moje imię, czułam, że jestem we właściwym miejscu.

Jak wspomina pani swoją przygodę z programami „Taniec z gwiazdami” oraz „Tylko nas dwoje”?

„Taniec z gwiazdami” śni mi się po nocach do dziś. Źle się tam czułam i to był dla mnie trudny okres. Zaraz po sukcesie płyty „Feniks”  zaczęłam nagrywać nowy materiał, byłam wtedy w trakcie pisania pracy licencjackiej, koncertowania i masy inny zobowiązań. Nie dawałam rady psychicznie i fizycznie. Do tego rywalizacja niedająca równych szans wszystkim uczestnikom nie bardzo mi odpowiadała. Co do „Tylko nas dwoje”, to zupełnie inna sprawa. Tam robiłam coś, co potrafię. Traktowałam ten program jak dobrą zabawę i tyle. Bardzo miło wspominam całą ekipę tworzącą ten program oraz panującą w nim atmosferę!

Co skłoniło panią do wzięcia udziału w tego typu programach?

A dlaczego muzycy alternatywni, tacy jak Nergal czy Czesław Mozil, godzą się na występy w tego typu show?…

Wystąpiła pani gościnnie w jednym odcinku serialu „Majka”, nie chciałaby pani spróbować swoich sił również w aktorstwie?

Bardzo chciałam, mam zdolności do grania w komediach, niestety kamery całkowicie mnie paraliżują. Nie znoszę wywiadów, planów teledysków, czuję się wtedy bardzo spięta. Myślę, że jednak mimo upływu lat i zdobywania doświadczenia nie udało mi się pokonać nieśmiałości.

Jest pani jedną z nielicznych artystek, które nie tylko śpiewają i występują na scenie, ale także samodzielnie tworzą teksty. Czy treści pani utworów wiążą się bezpośrednio z przeżyciami osobistymi?

Tak, ale chyba już po raz ostatni napisałam teksty dla siebie. Dla mnie to jednak odzieranie się z prywatności. Nie potrafię pisać o kimś innym, zawsze piszę o sobie.

Pani muzyka wydaje się być swoistą mieszanką. Z jednej strony pop, z drugiej – można wyłapać elementy r’n’b, jak pani sama charakteryzuje swoją twórczość?

Trudno mi określić mój własny styl. Zazwyczaj producent nadaje kształt całej produkcji, moje zostają tylko wokal, emocje i teksty.

Pierwsza pani płyta „Mozaika” rzekomo nie satysfakcjonowała pani, czy to prawda?

Mnie satysfakcjonowała, nie bardzo natomiast cieszyła mojego wydawcę. To była dobra płyta, niestety za dorosła i za smutna dla dziewiętnastoletniej dziewczyny, nagrywana w pośpiechu, nie miała prawa odnieść sukcesu.

Osobiście mam wrażenie, że w trakcie całej dotychczasowej kariery pani kolejne płyty są coraz lepsze. Każda podoba się bardziej niż poprzednia, czego zatem możemy się spodziewać w kolejnej produkcji?

To będzie całkowita odmiana, nie mogę zdradzać szczegółów. Mam już pewne pomysły i nie mogę się doczekać, kiedy wejdę do studia.

Dlaczego zdecydowała się pani wziąć udział w eliminacjach do Eurowizji? Nie uważa pani, że to wydarzenie muzyczne od pewnego czasu bardzo straciło na znaczeniu?

To był plan mojej wytwórni, w zasadzie nie zależało nam na tym, aby pojechać w świat i reprezentować nasz kraj. Wszyscy wiemy, że od występu Edyty Górniak nie mamy szans. Nikt nas w Europie nie lubi. Polskie preselekcje mają natomiast dobrą oglądalność i dają dobrą promocję. Chyba pierwszy raz w życiu, będąc o krok od wygranej, modliłam się, żeby tę nagrodę otrzymał ktoś inny.

Co dla pani jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?

Spokój wewnętrzny, cisza i kawa latte.

Prawdziwy artysta powinien…?

Być prawdziwy!

Czy może już pani powiedzieć o sobie, że jest spełniona zawodowo?

Niestety wciąż nie nagrałam płyty mojego życia, po której mogłabym już tylko umrzeć (śmiech).

Czy mogłaby pani opowiedzieć coś na temat Studia Wokalistyki Estradowej i pani w roli pani magister? Skąd ten pomysł i do kogo skierowana jest ta oferta?

Oferta skierowana jest do ludzi zdolnych, którzy chcą pod okiem profesjonalistów uczyć się zawodu wokalisty. Nie są to tylko zajęcia ze śpiewu, ale także ruchu scenicznego, języka angielskiego, kształcenia słuchu, harmonii – czyli wszystko to, co jest potrzebne, aby być świadomym artystą. Oprócz mnie w tym roku do swojej klasy chętnych przyjmuje również Andrzej Lampert.

Jakie ma pani plany na najbliższą przyszłość? Czy tegoroczne wakacje będą czasem odpoczynku czy ciężkiej pracy?

Jak na razie, wykańczam własne mieszkanie i w ten oto sposób spełniam swoje największe marzenie! Międzyczasie wyjeżdżam na wakacje do Grecji, a od sierpnia biorę się do pracy!

Dziękuję za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.