Kayah: Wena przychodzi, kiedy chce…

Jej talent wokalny i wyjątkowo emocjonalne teksty znają wszyscy. Ceniona w kraju i za granicą zyskała miano ikony polskiej sceny muzycznej. Do tego obdarzona nieprzeciętną urodą i klasą. W wywiadzie dla portalu MobilneKobiety jedna z najpopularniejszych piosenkarek – Kayah.

Data urodzenia: 5 listopada 1967 r.

Miejsce urodzenia: Warszawa

Prywatnie: …a to już prywatnie, nie na łamach mediów

Strony internetowe: www.kayah.pl / www.kayax.net  / www.youtube.com/kayah

A.W.: Jak to jest być jedną z najbardziej popularnych artystek w kraju?

K.: Nie wiem, nie zastanawiam się nad tym. Wolę być fajnym człowiekiem, wolę być po coś, wolę być szczególną kobietą dla kogoś, wykorzystywać mój życiowy potencjał, którego częścią niewątpliwie jest muzyka, jako środek ekspresji.

Pani muzyka zawsze jest bardzo emocjonalna, teksty skłaniają ku głębszemu zastanowieniu. Czym kieruje się pani przy tworzeniu?

Życie i świat są niekończącym się źródłem inspiracji. Dłużej żyję, mam więcej tematów i przemyśleń. Dlatego z niektórymi nadaję na tych samych falach. Wena przychodzi, kiedy chce. Kanwą są moje własne, ale i cudze doświadczenia. Ludzie z łatwością mi się zwierzają. Treści zatem są tak ludzkie i uniwersalne, że każdy znajduje w nich własną historię.

Dziś na polskim rynku muzycznym brakuje prawdziwych gwiazd, których muzyka reprezentuje wysoki poziom. Jak pani sądzi, dlaczego tak jest?

Nie zgodzę się, że ich nie ma. Są, tylko że masowe media wolą zajmować się celebrytami i ładnie opakowaną pustką. Winę za to ponosi powszechna tabloidyzacja. W jej świetle nie chodzi o sztukę, lecz o skandal, nie o dobre piosenki, lecz o przeboje, nie o artystów, lecz o celebrytów. Człowiek, który naprawdę interesuje się sztuką, znajdzie do niej dostęp po swojemu.

W Polsce mamy jednak wielu dobrze śpiewających młodych ludzi, co świetnie pokazują kolejne telewizyjne show typu „Must be the music” czy „X factor”. Jakie ma pani wskazówki dla osób chcących rozpocząć karierę na scenie?

Nie jestem mentorem. Jedynie, co mi się nasuwa, to ostrzeżenie, by uważali na kontrakty, wydawców i wszystkich tzw. doradców od wizerunku oraz by próbowali pozostać prawdziwi do końca.

Miała pani przyjemność współpracować z wieloma muzykami, zarówno polskimi, jak i zagranicznymi. Którą współpracę wspomina pani najlepiej i dlaczego?

Każda była wyśmienitą lekcją i pokory, i współistnienia, i kompromisów… Ostatnio ogromną przyjemność sprawia mi wspólne granie z Marcinem Wyrostkiem. Jest nieprzeciętnie utalentowany, muzykalny, na scenie rozumiemy się bez słów. Mam do niego totalne zaufanie. Przy tym jest człowiekiem o wielkiej kulturze, niesamowicie skromnym i miłym. To wspaniale spotykać takie osobowości.

Co ma w pani życiu największe znaczenie?

Niemarnowanie czasu ani potencjału. Miłość, życie w zgodzie z samym sobą.

Muzyka to według pani…?

To moje życie i największa pasja. Moja mama, która znacznie mocniej stąpa po ziemi, uziemia moją egzaltację, kwitując zawsze: „muzyka, to są dźwięki” (śmiech).

A co gdyby los potoczył się inaczej i nie miałaby pani szansy zostać piosenkarką?

Może byłabym archeologiem. Zawsze o tym marzyłam…

Które z Pani licznych osiągnięć są dla Pani najważniejsze?

Chyba to, że od 20 lat nadal mam swoją wierną publiczność.

Osobiście uważam, że jedną z głównych zalet pani muzyki jest rozmaitość i swego rodzaju nieprzewidywalność. Między płytą „Kamień”, albumem „Kayah i Bregović” a ostatnim pani dorobkiem w postaci „Skały” można dostrzec ogromne zróżnicowanie. Co zatem wpływa na charakter kolejnych pani płyt?

Chwila. Tęsknoty. Inspiracje. Przeżycia. A także podróże i ludzie, jakimi się otaczam.

Wydaje się pani osobą, której bardzo dobrze udaje się chronić własną prywatność, a mimo wszystko z biegiem lat pani twórczość nie przestaje cieszyć się powodzeniem. Jak zatem przeżyć w show biznesie?

Dzieję się tak może dlatego, że moi fani to ludzie inteligentni, nie zajmują się plotkami tylko konstruktywnie potrafią ocenić lub przeżywać muzykę. Myślę że to połowa mojego sukcesu. Druga połowa to chyba pozostawanie w zgodzie ze sobą i bycie wiernym swoim ideałom.

Dlaczego zdecydowała się pani założyć własną wytwórnię?

Był moment, że wydawało mi się że polska muzyka przechodzi straszliwy kryzys. Kiedy jednak okazało się, że w podziemiu wrze, postanowiliśmy zacząć wydawać płyty tych artystów, jakich sami chcielibyśmy słuchać, a jacy często nie mieliby szans być wydanymi w dużych wytwórniach. Postanowiliśmy pomagać artystom, którzy nie rokują dla dużych wytwórni komercyjnych zysków, bo są ambitni i nowatorscy, i nie bardzo się mieszczą do wora z popową papą. Obecnie Kayax ma sie świetnie, mamy na koncie już ponad 40 wydanych tytułów, pracujemy nad nowymi, a ostatnia płyta Zakopower „Boso” jest na pierwszym miejscu sprzedaży.

Czego w pani opinii brakuje dziś na polskim rynku muzycznym?

Wysokiej kultury i miejsca w mediach na prawdziwą sztukę.

Kogo wymieniłaby pani jako swój wzór muzyczny,  zarówno pod względem wokalu, jak i tekstów?

Jest mnóstwo artystów, których cenię, często jednak za sprawą sentymentu. Moje ulubione płyty wiążą się ze wspomnieniami. Uwielbiam Dianę Ross, Shirley Horn, Prince’a, Adama F, koncertowo Madonnę, Barry’ego White’a. Będzie tego dużo… Często artyści z naszej wytwórni są moimi idolami, np. Smolik – fantastyczny człowiek i nieprzeciętny talent.

Pierwsze skojarzenie na słowa Festiwal w Sopocie to Kayah – co sądzi Pani o tym wydarzeniu muzycznym? Czy wraz z upływem czasu nie jest tak, że festiwal ten traci na znaczeniu?

Żyjemy w czasach, kiedy jesteśmy bombardowani mediami, zdarzeniami, mamy mnóstwo festiwali. Sytuacje ewoluują, zmieniają i swój kształt i znaczenie. Rzeczywiście, kiedyś ten festiwal był niemalże świętem narodowym, tylko warto pamiętać, że kiedyś właściwie jedynym, a teraz jednym z licznych.

Od lat jest pani jedną z najlepiej ocenianych gwiazd pod względem stylu i urody. Jaka jest pani recepta na świetny wygląd?

Sport i aktywność umysłowa. Nie ma nic gorszego od sflaczałego ciała i bezrozumnej twarzy. Odpowiednia pielęgnacja też daje dobre rezultaty. Mam szczęście już od pięciu lat być ambasadorem marki AA, dzięki czemu mam nieograniczony dostęp do świetnych kosmetyków. Konsekwentne ich stosowanie nie tylko jest przyjemne, ale i pożyteczne.

Jak chciałaby pani widzieć swoją przyszłość?

Oczywiście w kolorowych barwach, czego i wszystkim z całego serca życzę.

Dziękuję za rozmowę, czekamy na kolejne płyty!